Wyszczerzył spływające krwią zęby, chwycił topór prawą ręką, uniósł go za głowę i wymierzył w niczym nie osłonięte plecy Shannona. Już miał rzucić, gdy Koda wydał z siebie gardłowy okrzyk i cisnął w niego syczącą kobrę. Poszybowała łbem naprzód. Tęcza usłyszał straszliwy syk, zanim jeszcze obrócił głowę. Odruchowo zasłonił się lewym ramieniem i wrzasnął. Wrzasnął ze strachu, ze śmiertelnego przerażenia, bo płaska, pokryta łuskami paszcza królewskiej kobry zacisnęła się tuż nad jego nadgarstkiem, pogrążając jadowe kły w ciele czarnego mordercy. Wtedy, zanim Charley i Ben zdążyli cokolwiek zrobić, Raynee położył lewą rękę na biurku i... jednym horrendalnym uderzeniem topora odciął sobie dłoń o kilka centymetrów za trójkątnym łbem gada. Najpierw przeraźliwie krzyknął, potem koszmarnie zacharczał z bólu i szoku, upuścił topór i natychmiast zacisnął ranę prawą ręką. Z przeciętych arterii makabrycznego kikuta, spod wystrzępionych kości przedramienia, chlustały strumienie jaskrawoczerwonej krwi. Przycisnął lewą rękę do nasiąkniętej krwią koszuli i z wyrazem morderczego obłędu na uwalanej posoką twarzy patrzył, jak ogarnięta szałem kobra targa odciętą dłoń. Podziemnym gabinetem wstrząsnąła ogłuszająca eksplozja - to Charley nacisnął spust nabitej strzelby Schultzheimera. Ładunek grubego śrutu rozerwał na strzępy i łeb rozwścieczonego gada, i odciętą rękę Tęczy. W dzwoniącej w uszach ciszy Raynee spojrzał na Shannona, dostrzegł w jego oczach wyrok i z brzytwą, która pojawiła się nagle w jego dłoni, zaatakował Kodę. Nie wyszło: poślizgnął się na śliskiej od krwi podłodze i upadł. Sparaliżowany szokiem, bólem i oczekiwaniem pewnej śmierci, wstał, co było zadaniem koszmarnie trudnym, bo musiał upuścić brzytwę, żeby zacisnąć paskudnie krwawiącą ranę. Chwiejąc się na osłabionych nogach, patrzył bezradnie, jak Shannon otwiera dymiącą strzelbę, wyrzuca łuskę i jak wsunąwszy do komory drugi nabój, mierzy w jego krocze. .

- Musi, te Ślimak niedobrze zrobił, co wygnał nieboraków na taki ziąb - odezwał się wójt, uważnie obejrzawszy zwłoki.. 3. Musisz karmić swój umysł tak samo, jak karmisz ciało; aby był zdrowy, musisz go karmić pożywnymi, zdrowymi myślami. Zacznij od początku Nowego Testamentu; podkreślaj wszystkie zdania, w których jest mowa o wierze. Rób to, aż zaznaczysz wszystkie takie fragmenty w czterech Ewangeliach: św. Mateusza, św. Marka, św. Łukasza i św. Jana. Zwróć szczególną uwagę na rozdział 11 św Marka, wersety 22, 23 i 24. Stanowią przykład cytatów, które powinieneś podkreślać i pozwolić im zapadać głęboko w podświadomość. 4. Zacznij się uczyć podkreślonych fragmentów na pamięć. Ucz się jednego dziennie, aż będziesz umiał wyrecytować z pamięci całą listę. To potrwa, ale pamiętaj, że znacznie więcej czasu zużyłeś na stanie się człowiekiem myślącym negatywnie. Oduczenie się tego wymaga czasu i wysiłku. 5. Sporządź listę swoich przyjaciół, by stwierdzić, kto z nich jest osobą najbardziej pozytywnie myślącą i rozmyślnie szukaj jego towarzystwa. Nie porzucaj "negatywnych" przyjaciół, lecz przez jakiś czas przestawaj więcej z tymi, którzy mają pozytywny punkt widzenia, aż wchłoniesz ich nastawienie; wtedy będziesz mógł wrócić do "negatywnych" i dzielić się z nimi swoim nowo nabytym sposobem myślenia, nie przejmując ich negatywności. 6. Unikaj sprzeczek, lecz ilekroć ktoś wyraża negatywną opinię, przeciwstawiaj mu pozytywne, optymistyczne zdanie.. - Dlaczego? - spytała chłodno, nie odwracając się. Dlaczego to zrobiłeś? Spojrzała na niego kątem oka i wiedźmin zrozumiał nagle, że się pomylił. Nagle wiedział, że fałsz, kłamstwo, udawanie i brawura powiodą go prosto na trzęsawisko, na którym między nim a otchłanią będą już tylko sprężynujące, zbite w cienki kożuch trawy i mchy, gotowe w każdej chwili ustąpić, pęknąć, zerwać się. - Dlaczego? - powtórzyła. Nie odpowiedział.. Sam był ostatnio stałym gościem w skrzydle amerykańskiej administracji. Podejrzewał, że podobnie jak pozostali.. .